Łosie, łosie, łosie
Zima rozbrykała się na dobre. Prognozy długoterminowe wieściły już rychłe nadejście wiosny. Luty miał być jak marzec, marzec jak kwiecień, a kwiecień jak maj. A póki co, to luty jest jak…luty! Śniegu jest pełno i mróz trzyma nieźle. Słyszałem głosy, że polskie dzieci nie pamiętają takiej zimy. A przecież nie jest jakaś nadzwyczajna. Chociaż, jak na ostatnie lata, to trzeba przyznać że trochę dokucza. Pamiętam, że w połowie lutego tamtego roku, robiłem już zdjęcia pierwszym kluczom nadciągających gęsi. Oziminy, aż trzeszczały pod naporem gęsich kopyt (gdybym napisał łapek, to zabrzmiało by trochę głupio). Dzisiaj jednak (19.02) gęsi nie widać, a przynajmniej korytarz przelotowy nad moim domem, jest ciągle pusty i gotów do zagospodarowania. Podobno jeszcze do końca lutego ma utrzymać się taka sama aura. Marzec więc obdarzy kluczami. Innego wyjścia nie ma, tylko ta tęsknota doskwiera. Czekałem na gęsi cały rok, poczekam jeszcze dwa tygodnie.
Nieliczne wypady na Carski Trakt owocowały przynajmniej łosiami. Spotkałem nawet jedno stado jak z dawnych lat. Osiem sztuk, które dość swobodnie zachowywały się przed obiektywem. Szkoda tylko, że ciemność w lesie jest znaczna i zdjęcia nie wyglądają tak, jak by się chciało, ale to już moje standardowe narzekania. Część z nich pochodzi z okresu bezśnieżnego, a inne już z zaśnieżonego traktu. Wszystkie jednak wykonane z tej samej, jedynej na świecie drogi. Jest na nich nawet klępa, która wraz dwójką małych łośków, zatrzymywała samochody w okolicy Bagna Ławki, wielokrotnie w tym roku. Sfotografowałem też zwierzę, które w panice przebiegło mi przed samochodem. Co by było, gdyby z Carskiego zrobiono niezłą, szybką trasę. Łosie leżałyby pokotem, a obok nich rozpędzeni kierowcy.
Nie ukrywam, że czaiłem się również na wilka. Przecież na drodze szczęśliwcy je widują. Bywałem w takie soboty, że „śmierdziało” basiorem na odległość i pomimo tego, że czułem na sobie wzrok całych ich dzikich stad, żadnego nie doświadczyłem. Słyszałem jednak, że w czasie ostatniego liczenia łosi na Carskim, jeden przeleciał uczestnikom przed nosem. Mam nadzieję, że jeszcze swojego zobaczę.
Na otarcie łez, któregoś ciemnego, śnieżnego i zimnego ranka dostrzegłem w największym bagiennym gąszczu stado jeleni. Same byki i co najciekawsze, połowa stycznia, a one wszystkie z takim pięknym porożem. Zdjęć niestety na potwierdzenie nie mam. Jeleń to nie łoś. Jak tylko zatrzymałem auto, zwierzęta nie wiem jakim cudownym sposobem przemknęły, z takim impetem prze knieję, że do dzisiaj nie rozumiem jak ostały się drzewa w tych miejscach i kosiarki (poroże)na ich głowach nie uczyniło żadnego spustoszenia. W Grzędach jelenie widywałem, kiedyś koło skrętu na Sośnię również, ale na Carskim pierwszy raz i to od razu siedem, czy osiem. W tym jeden podejrzanie biały. Ale może się mylę. Tradycyjnie, byłem zbyt podniecony, aby móc realnie ocenić rzeczywistość.
A siódmego marca na Wszechnicy Biebrzańskiej będę opowiadał o swoich doświadczeniach z Biebrzą. Mam niezłego stresa, bo zawsze traktowałem to jak spotkania naukowców, a tu czyste amatorstwo. Wielki zaszczyt wystąpić w takim gronie. Temat najbliższego spotkania to „LAS”. Żałuję tylko, że niewiele mam zdjęć ze starych wypraw, a już na pewno takich, które można komuś pokazać. Ale w tamte zimy „smieny” zamarzały. I tyle.
Za dwa tygodnie nie będzie wolnego miejsca na niebie w moich starych miejscówkach. Gęgawy, białoczółki i zbożówki już stoją u progu. Będzie się działo, oj będzie…Nie przegapcie tego. Najpiękniejsza Biebrza, to marzec i kwiecień.
Pozdrawiam M. Syguła